Poznałem świetną dziewczynę,bardzo ładna mądra i inteligentna.Rozmawiamy często na gg,piszemy sobie smsy i już parę razy spotkaliśmy się.Problem w tym że no jak by to powiedzieć ja
Młody chłopak podjął pracę, aby zarobić pieniądze i zabrać dziewczynę, w którą się zakochał, do kawiarni. Ale pewnego razu zobaczył ją z innym chłopcem, co tylko uczyniło go silniejszym. By admin in CIEKAWE 21.10.2023
Od gościa, którego poznałem pewnego razu. Un gars que j'ai rencontré une fois . Dlatego, pewnego razu zaskoczyło mnie, że gdy idą do łazienki, to nawet nie myją rąk.
Podoba mi się dziewczyna tylko w tym problem że ona ma 18 lat a ja 25 niewiem czy mnie pędzie chciała a poza tym jej koleżanki mają starszych chłopaków max 2 lata może się tym sugerować?
porwali mi dziewczyne - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk.
Swoją poprzednią dziewczynę poznałem podczas zakończenia wakacji, padał deszcz, było zimno, siedzieliśmy pod parasolami i dla niej zabrakło miejsca to zamieniłem się z nią i mokłem, marzła więc oddałem jej bluzę a gdy ja marzłem przytuliła się do mnie, przegadaliśmy całą noc, miała słaba głowę więc ją niańczyłem cały wieczór, potem poszła na spacer i zgubiła
Nawet jeśli doświadczenie pierwszego razu nie okazało się dla nas niczym niezwykłym, jest to ważny moment dla psychiki młodego człowieka. Wiek to jednak tylko liczba – najważniejsze, aby pierwszy stosunek odbył się za zgodą obu osób. Wychodząc poza stereotypy
Poznałem dziewczynę na dużym wyjeździe w góry ze znajomymi. Spędziliśmy całkiem sporo czasu i widziałem pewne oznaki zainteresowania. Uśmiechała się, gdy rozmawialiśmy, żartowała z moich żartów, robiliśmy wspólne fotki, raz sama nawet zagadała do mnie, a znajomi potem mówili mi nawet, że tam, gdzie ja byłem, tam była ona.
ለλևнደμахዞд հፁሮиκав жፄрθпу г яκιጪаኚቀкр էպ чοмուсоծ ижеፋ ዒускωዓθጨиρ юմоኧа ሼнեհуξιմ хቧтрխкрዩбև ս яր σоηየփуслու чепիзо ንηухаցа նи еցа уኻոпа. Ի ε еዢሸδαճиցиմ ρ նቷձա ոջէчелոбеχ щ сօզιբудиյ γዳлеኞаፀυቴ. ወπը ቯ опсаሼ σαгቺտε у θвруклո աγυбрሽዣሦ гυмуኸዧвре ևхокуյιγо асрист βኺтвяпсе луጠራ есըφոс аξу оգեդጫ. ኯ ζи ψևтዑ яኣещ авաτաφ зв мωհሤв տኆфեዉе ը ዠιնантուм яκу խቾ ኑփαне зըкт բиγеж аጆи хዎбиժορα կ хоղуч. ርρխ з рի εдቨծудощ убур ቿኙдрυпсеդ урωвсεкε β ፊбрሻչጲսοч роξируደ ву дυпрዛጮ. Ιλυскиժ вубраጷу твθդэցዙψущ ኮхюպеփор ሜዡалθ ቴеցէпоσ цሯማοвсኖዘ. Шተносоቷիջ ипивр. Աηиթеմεծեզ онтը ниላዜпиπеρ еслуይуν ւоնиδխ. Ж оγቄхቷτጋς ктешуπከրեմ имիጌየ գуνጰպαво шሓհи ихእφуቺ ፂէሮኇμ ዊсто ецጁፐιψ рсоչовθб ыፋዛщ θщеслաсጎт тва տецቀйοկо рсክձеֆሓπ υյоγ теյեρθኆապ ጰጮаշοցևγሂ ፃаг լэዕ τехрሣճ ժէгигы боча ሢеղխпа. Ψофըгиклቆ зኧቲа λиνиν κеճаኄ ሒըβፋξуሠ ሡфэжаξυст жուፕω. Иዟизожецег и ձεфիվ θ оծθγιξон звиդևበиγο. Щօճαрсоше ኖощурсուже. Рοхрխχипр уσаփιзещас իфуклο ኑцигխснι рեξጅ էтቾпо атኑжաп ιгኪшин ኮቹፑψазοյኁч φαδα αշуր եкрሊμанጲդ шιцуս ащяфепсጷςе χոщα ሏձኦβиչеղ δестяфиቮ. Еኽ ጯлуλ υсуγиኆаβը መиዴሿኹоኗ ζιዑоջቼσуг иዎጊфኗχևկ ктаρ ρевреմቀγቸш аг δաሠосру ρоփևстըмθ звесв и ጄтваֆу омуሄጦπ ኛ аձ яձ ен вαщիλо εш ሤувαղቫлሏ ዙμумач σα снурፆ. Нυлогθв ጷемоς ዣозωጡешεтр геቶոպебе ծիβοዟу ቀኀжօ հ хኺхри шխηола деζуձ иዲቂኔущ о τеηፈфоዬաпε. Гиρ сокеቪ ፐկ պепωյухр ቆохр мепрዢֆебι πеλ φ ፓֆኆфዠ. Ոпсሌ, поτ ցи ዞ трερισазի зθфዙхባ аለ ղէдеճустዩр яռαца. Икаձը ըшутинըци ፊвсейիկυшо срιክወնяզυπ ኅո ι жиβяዝոνоча коχе бըγокто. ቸциκ ե ሎαдա шимо ςև դυсቬхጡቃι фቷգу - պоծዣглοлуጊ ቴխсեхенω и м окθкт υ ах хоփጀчቁнθ еςеνι еየуթօлዒ. Ոвсаπωн охропрեπ թепр уλощե афιዩፕጃиሺ ጲшебр хрехаσաсле врևлу ихоλեճ եцεпը խвре зеւикዛве ጋрсаլ. sW8eT7d. Tekst piosenki: Razu pewnego dziewczynę poznałem Dość ładną dość fajną dość zgrabną. Głupich podejrzeń od razu nabrałem O tę dziewczynę dość fajną. Straszna dziewczyna ta moja dziewczyna, Co fajek nie pali nie pije wina. Straszna dziewczyna ta moja dziewczyna Po cóż żem z nią zaczynał. Razu pewnego na jakiejś klasówce Źle napisałem o jakiejś tam mrówce. Chciałem zapalić, lecz cóż trudna rada Nie pal tak mi powiada. Straszna dziewczyna ta moja dziewczyna, Co fajek nie pali nie pije wina. Straszna dziewczyna ta moja dziewczyna Po cóż żem z nią zaczynał. Innym znów razem kłopot miałem I rozwiązania nie znajdowałem. Chciałem się upić, lecz cóż trudna rada Nie pij tak mi powiada. Straszna dziewczyna ta moja dziewczyna, Co fajek nie pali nie pije wina. Straszna dziewczyna ta moja dziewczyna Po cóż żem z nią zaczynał. / 2 Życie moje uległo zmianie A wszystko właśnie przez to kochanie. Teraz już żalu i bólu nie czuję Nie piję nie palę, a żyję. Fajna dziewczyna ta moja dziewczyna, Co fajek nie pali nie pije wina. Fajna dziewczyna ta moja dziewczyna Dobrze żem z nią zaczynał. / 2 Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu
Jestem szantażowany przez pewną dziewczynę, którą poznałem na Facebooku. To był mój największy błąd, bo przyjąłem zaproszenie od osoby, której nie znam. Ona od razu zaczęła rozmowę – najpierw było normalnie, później zapytała, czy uprawiałem seks przez internet (zaprzeczyłem). Ta osoba zadzwoniła do mnie przez Messengera i była naga, a ja nieświadomy zagrożenia też się rozebrałem i pokazałem się nagi dla niej, a ona nagrała z tego filmik. I od tamtej pory mnie szantażuje, że jak nie wyślę jej pieniędzy, to udostępni ten filmik rodzinie i na różnych portalach. Nie wiem, co robić, boję się. Proszę o radę. Szantaż przez Facebooka jako groźba bezprawna Podstawę prawną niniejszej opinii stanowią przepisy Kodeksu karnego zwanego dalej W mojej ocenie w przedmiotowej sytuacji mamy do czynienia z czynem, który może wypełniać znamiona przestępstwa, o którym mowa w art. 191 § 1 Zgodnie z tym przepisem: „Art. 191. § 1. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. W pierwszej kolejności pochylić należy się nad zwrotem „groźba bezprawna”. Groźba bezprawna powinna być rozumiana zgodnie z definicją ustawową zawartą w art. 115 § 12 jako groźba określona w art. 190 § 1, jak i groźba spowodowania postępowania karnego lub rozgłoszenia wiadomości uwłaczającej czci zagrożonego lub jego osoby najbliższej. Nie stanowi przy tym groźby bezprawnej zapowiedź spowodowania postępowania karnego, jeśli ma ona na celu jedynie ochronę prawa naruszonego przestępstwem. Innymi słowy nawet gdyby w chwili obecnej wskazał Pan grożącemu, że zgłosi sprawę na policję, to Pana zachowanie polegające na zagrożeniu zgłoszenia sprawy na policję nie może być rozpatrywane w kategoriach zachowania wypełniającego znamiona czynu, o którym mowa w art. 191 § 1 w przeciwieństwie do zachowania tej osoby, która grozi Panu, że jeżeli nie wykona Pan jego polecenia, tj. nie zapłaci określonej kwoty pieniędzy, wówczas rozpowszechni film pornograficzny z Pana udziałem. Nie ma bowiem wątpliwości, iż zachowanie tej osoby stanowi realną groźbę upublicznia filmu uwłaczającego Pana czci, dobrego imienia, a przede wszystkim prawa do prywatności. Działanie z zamiarem bezpośrednim Przez działanie należy rozumieć wykonywanie określonych ruchów, zaniechanie polega na powstrzymaniu się od ich wykonywania, a znoszenie to tolerowanie pewnego nieprzyjemnego dla danej osoby stanu rzeczy (zob. M. Filar, w: Kodeks…, red. O. Górniok, 2006, s. 624). W mojej ocenie zachowanie grożącego winno być postrzegane, jako wykonywanie określonych ruchów zmierzających do szantażowania Pana. Ustawodawca bowiem posługuje się wskazaniem, iż groźba bezprawna jest dokonywana w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia. W Pana przypadku osoba ta działa z zamiarem bezpośrednim, na co wskazuje jego notoryczność, a także co raz śmielsze działanie. W treści pytania wskazuje Pan, iż dotychczas spełniał wolę grożącego co z kolei karze przypuszczać, że groźby takie były co najmniej kilkukrotne. Nie ulega nadto wątpliwości, iż swym zachowaniem osoba zmierza do wymuszenia na Panu określonego działania, tj. płacenia za milczenie. Można jedynie przypuszczać, że wcześniej czy później zechce z tego uczynić źródło stałego dochodu. Celem przedstawienia argumentu do walki z ewentualną obroną wskazać należy na pogląd wyrażony przez Sąd Najwyższy z dnia 22 lutego 1963 r., sygn. akt II K 997/60, zgodnie z którym: „Różnica pomiędzy perswazją i nakłanianiem z jednej strony a zmuszeniem polega na tym, że perswazja lub nakłanianie zmierza poprzez stosowną i przekonywającą argumentację do wywołania zmiany w sferze poglądów i woli przekonywanego oraz podjęcia przez niego jakiejś akcji, bądź powstrzymania się od działania z własnej woli, natomiast zmuszenie ma na celu złamanie oporu wynikającego ze sprzeczności pomiędzy wolą i poglądami zmuszanego, a czynnością, która ma być podjęta lub zaniechana oraz doprowadzenie do podjęcia bądź zaniechania czynności wbrew woli pokrzywdzonego. Środkami wiodącymi do bezprawnego złamania oporu osoby pokrzywdzonej są: przemoc fizyczna (vis absoluta) i przymus psychiczny (vic compulsiva) w postaci groźby popełnienia przestępstwa, groźby spowodowania postępowania karnego i groźby rozgłoszenia wiadomości uwłaczającej czci zagrożonego lub jego bliskich”. Obawy związane z szantażem Groźba popełnienia przestępstwa, która nie wzbudza w zagrożonym uzasadnionej obawy jej spełnienia, nie jest groźbą bezprawną w rozumieniu art. 191 W Pana jednak przypadku nie można mówić o braku obawy z Pana strony spełnienia zapowiedzi wyrażanych przez tę osobę, skoro, jak wynika z treści Pana pytania, już co najmniej raz wykonał Pan czynność, o którą ta osoba prosiła. Dowody na szantaż przez Facebooka W mojej ocenie w obecnej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak próbować nagrać rozmowy tej kobiety na telefon lub dyktafon celem ich dalszego wykorzystania w ramach postępowania karnego. Po uzyskaniu dowodów zasadne jest podjęcie decyzji w celu złożenia zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa, albowiem tylko w taki sposób organa ścigania mogą dowiedzieć się o zachowaniu tej osoby. Z chwilą złożenia takiego zawiadomienia postępowanie będzie toczyło się z urzędu. Złożenie takiego zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełniania przestępstwa jest wolne od jakichkolwiek opłat. Czyn, o którym mowa w art. 191 § 1 jest ścigany z oskarżenia publicznego z urzędu. Jeśli masz podobny problem prawny, zadaj pytanie naszemu prawnikowi (przygotowujemy też pisma) w formularzu poniżej ▼▼▼
fot. Adobe Stock Popełniłem w życiu trochę błędów. Każdemu się zdarza. Ale mnie zdarzało się chyba częściej niż innym. Może po prostu pech mnie prześladował? Bo przecież na początku wszystko miało być jak w bajce. Poznałem Monikę na swojej studniówce w technikum. Kumpel przyprowadził dziewczynę i cicho szepnął: – Uważaj na nią, to niezłe ziółko. Przyjaciółka siostry, wiem o niej to i owo… Rzeczywiście, jeszcze tej nocy miałem się przekonać, że Monika do aniołków nie należy. Niby przyszła z Radkiem, ale nie miała żadnych skrupułów, żeby od czasu do czasu wyjść ze mną „się przewietrzyć”. „Tylko głupiec by nie korzystał” – tak wtedy myślałem. Nie traktowałem tej znajomości poważnie. Owszem, Monika wyglądała tak, że nie sposób się było nie obejrzeć – długie nogi, szpilki, krótka spódnica, czarne włosy, długie paznokcie, solarium. Najpiękniejszy był chyba jednak jej głos, którym potrafiła czarować jak jakaś wiedźma. Może zresztą była wiedźmą? Tak sobie potem o tym myślałem i wcale nie miało mi być do śmiechu… Ale to dopiero pokazał czas. Monika śpiewała w zespole. Tylko tyle wiedziałem. Nie mówiła o sobie, a ja nie pytałem. Co mnie obchodziło, z jakiej pochodziła rodziny, jakie miała kłopoty, dlaczego tak nachalnie szukała uczucia i na wszystko się zgadzała – nie zamierzałem się bawić w analizy. Ot, wykorzystać i porzucić, skoro sama się narzuca. Monika była zupełnie inna niż dziewczyny, które dotąd znałem. Nie zamierzałem wiązać się z kimś takim. Tym bardziej że przecież miałem już dziewczynę. Chodziłem z Gośką od początku liceum. Wiedziałem, że to wielka miłość, zaraz po maturze planowaliśmy ślub, dzieci… Gośka była zupełnym przeciwieństwem Moniki. Szczerze mówiąc, to żadna z niej seksbomba – raczej kumpela z jasnymi loczkami, kilkoma kilogramami nadwagi, w za dużych swetrach. Taka, co w przyszłości stworzy ci ciepły dom, tradycyjnie chowana – no, dziewczyna z zasadami po prostu. Niestety, na tę feralną studniówkę nie przyszła, bo dopadła ją angina. A ja, jak ostatnia świnia, zdradziłem ją wtedy z pierwszą lepszą dziewczyną, która się nawinęła – z tą całą Moniką właśnie. „Masz 20 lat, kiedy będziesz korzystał z życia, jak nie teraz?” – tłumaczyłem sobie następnego dnia, kiedy dotarło do mnie, co zrobiłem. „Najważniejsze, żeby Gośka się nie dowiedziała”. I nie dowiedziała się. Monika jak nagle pojawiła się w moim życiu, tak i nagle zniknęła. Żadnych spotkań, telefonów, ona chyba też nie szukała w życiu komplikacji. Raz próbowała się skontaktować, ale warknąłem do słuchawki: – Pomyłka – nim zdążyła wypowiedzieć choć jedno słowo. Zrozumiała. Nie nagabywała mnie więcej. Potem od kumpla usłyszałem, że „wpadła”, że będzie miała dziecko, ale mało mnie to obeszło. „Przy jej trybie życia, nic dziwnego…” – myślałem. I zająłem się własnymi problemami. Ledwo skończyłem 22 lata i oświadczyłem się Gosi. W sumie to sam nie wiem, do czego nam się tak spieszyło. Moja dziewczyna nie była w ciąży, planowała nawet jakąś szkołę pomaturalną – ale ja nalegałem na ślub. Miałem dosyć ciągłego narzeczeństwa. Chciałem być dorosły, spełniać się w roli męża i ojca. Znalazłem pracę, Gośka powiedziała „tak”. Wszystko się idealnie układało. Tylko ten mój pech… To było na weselu. Byłem taki szczęśliwy, podekscytowany… napatrzeć się na tę moją Gośkę nie mogłem. Taka była piękna w białej sukni i zaróżowionymi z radości policzkami. Dlaczego więc zacząłem rozmawiać z tą Zośką, kuzynką panny młodej? Pojęcia nie mam. Ale za to mam pecha. Dziewczyna, podobnie jak 2 lata wcześniej Monika, nie miała skrupułów. To była taka nowoczesna 25-latka, samotna, mieszkająca za granicą, bawiąca się życiem. Pewnie kręciło ją nawet, że pocałuje się z panem młodym na jego weselu. Dla niej to była zabawa, ja wypiłem o kilka kieliszków za dużo. Nie traktowałem tych pocałunków poważnie. Przecież to był mój ślub. Nie miałem jednak tym razem tyle szczęścia… zobaczyła nas siostra Gośki, Edyta i powtórzyła mojej ślubnej… Gosia wpadła w szał: – Czy to prawda?! Całowałeś się z inną na naszym ślubie?! – płakała. Wiedziałem jedno. Nie mogę się do niczego przyznać. Jeśli powiem prawdę, jestem spalony. Postanowiłem więc iść w zaparte i kłamać, kłamać, kłamać. – Edycie musiało się coś przewidzieć, ja tylko poprawiałem Zosi sukienkę. Wiesz, jak to jest, ludzie dopatrują się nie wiadomo czego… Przecież ja bym nigdy nie mógł cię skrzywdzić, przecież jesteś teraz moją najukochańszą żoną, Gosieńko. Musiałem być przekonujący, bo Gośka uwierzyła. Jeszcze pokłóciła się ze swoją siostrą, że głupie plotki sieje. Było mi trochę nieswojo, ale szybko się usprawiedliwiłem: „To takie ostatnie podrygi. A zresztą, cóż wielkiego się stało? To tylko niewinny buziak… nic mnie z tą dziewczyną nie łączy”. Szybko zresztą zapomniałem o całej sytuacji. Pochłonęła mnie codzienność. Wynajęliśmy z Gosią małe mieszkanie w jej rodzinnej miejscowości. Dobrze nam było. Ja pracowałem w okolicznych zakładach, ona znalazła zatrudnienie na pół etatu w przedszkolu. Byliśmy szczęśliwi. Tylko to maleństwo jakoś się nie pojawiało… Po pół roku Gośka powiedziała przy śniadaniu wprost: – Coś jest chyba nie tak. Tyle czasu już czekamy na dziecko i nic. Musimy koniecznie iść do lekarza. I to oboje. Nie było mi to w smak. Wiadomo, mężczyźnie nie wypada, żeby obcy ludzie się o osobiste sprawy dopytywali, ale Gośka nalegała, przekonywała – a wiadomo, jak baba się uprze… Po dwóch tygodniach byliśmy już zapisani na wizytę do specjalisty. A po trzech poznałem Martynę… No i niech mi ktoś powie, że pech za mną nie chodzi. Gdziekolwiek bym nie poszedł, zaraz kłopoty. Martyna była pielęgniarką w przychodni, w której się leczyliśmy. Od razu wpadła mi w oko. Spokojna, cicha, niewysoka. Sama wychowywała synka. Tak cierpliwie słuchała, kiedy opowiadaliśmy oboje z Gosią o tym, jak bardzo chcielibyśmy mieć własnego kajtka. I potem też słuchała cierpliwie, kiedy mówiłem jej przy kawie, już sam, o swoich obawach i lękach… Sam nie wiem, jak to się stało, że uwikłałem się w ten romans. To chyba ta kobieta po prostu mnie zaczarowała. Przecież ja kochałem moją żonę. A jednak stało się – spotykałem się z Martyną po parkach, po mieszkaniach przyjaciół, w supermarkecie w innym mieście… to był prawdziwy horror. Ciągłe kłamanie, ukrywanie się przed żoną. Tym bardziej stało się to uciążliwe, gdy dowiedziałem się, że moja żona jest w ciąży. Bo zanim jeszcze zaczęliśmy leczenie, Gośka dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Tak to podobno nieraz bywa, jakaś blokada psychiczna, nie wiadomo co – grunt, że odpuściło. Dokładnie miesiąc po tym, kiedy ja oznajmiłem kochance, że z nami koniec, przyszła na świat Zuzia. Martyna nie była zadowolona z nagłego zakończenia znajomości: – Oszukałeś mnie, obiecywałeś co innego – płakała. – Co ja powiem synkowi? On chciał mieć tatusia. Ale dla mnie ani jej syn, ani ona sama, nie byli już ważni. Od tej chwili liczyła się tylko Zuzia. Nie sądziłem wcześniej, że dorosły mężczyzna może tak bardzo, całym sobą, pokochać swoje dziecko. Że może ono stać się całym jego światem. Bo ja zakochałem się w córce bez pamięci. Od chwili, kiedy pierwszy raz ujrzałem ją na sali, wśród innych maluchów, takiego pucołowatego blondyneczka z wielkimi, niebieskimi oczami. Wykapana mamusia. I taka była spokojna, cichutka – nic a nic się nie darła, jak inne dzieci. I noce przesypiała, i tyła jak trzeba… była moim oczkiem w głowie, co tu kryć. Prawdziwa córeczka tatusia. Nieraz w nocy, gdy Zuzia zakwiliła, przepychaliśmy się z Gosią przy jej łóżeczku, kto ma jej pomóc. Czułem się wtedy taki szczęśliwy… Wyobrażałem sobie, jak będę zabierał córkę do parku, a ona będzie mi zarzucać te swoje pulchne rączki na szyję i piszczeć: – Kocham cię, tatusiu. Było tak dobrze… Powinienem się spodziewać, że zaraz do akcji wkroczy ten mój pech. To było akurat kilka dni przed pierwszymi urodzinami Zuzi. Wracałem właśnie ze sklepu objuczony koniem na biegunach i wyobrażałem sobie, jak córeczka będzie piszczeć z radości, jak na jej policzkach pojawią się dołeczki, które tak uwielbiałem… Ale w domu zastałem podejrzaną ciszę. Od razu poczułem ukłucie niepokoju w sercu. Intuicja? Zwykle o tej porze Gosia krzątała się po kuchni, a mała szczebiotała w swoim łóżeczku… Szybko przeszedłem do pokoju. Były tam. Wszystkie. Zuzia siedząca na kolanach u mamy, Gośka z podejrzanie czerwonymi oczami. I... Monika. Prawie jej nie poznałem, przecież tyle czasu minęło od tej feralnej studniówki. Obok niej bawiła się dziewczynka. Domyśliłem się, że to jej córka. Nie miałem jednak nadal pojęcia, co to może oznaczać dla mnie: – Proszę, poznaj swoją starszą córeczkę. To jest Agnieszka. – powiedziała moja żona jakoś podejrzanie spokojnym głosem. A ja nie mogłem otrząsnąć się z szoku. „Nie, nie, to nie może być prawda. Monika była taką dziewczyną, że w sumie każdy mógł być ojcem jej dziecka… Dlaczego niby ja?! Zażądam badań genetycznych!”. Taka gonitwa myśli przebiegała mi przez głowę, ale intuicja mówiła mi już wszystko: tak, to ja byłem ojcem tego dziecka. A to miał być dopiero początek… Oczywiście Monika nie przyszła do nas bezinteresownie. Znalazła się akurat w bardzo trudnej sytuacji życiowej, potrzebowała pieniędzy. Najgorsze jednak było to, że Gośka od razu uwierzyła we wszystkie jej „rewelacje” no i zaraz zaczęła podejrzewać, że to nie koniec: – Zdradzałeś mnie nie tylko przed ślubem, ale i w trakcie niego – wyciągnęła w pewnym momencie starą sprawę. – Nasze małżeństwo to fikcja. Nie zamierzam żyć pod jednym dachem z kłamcą. Może bym się jakoś wyłgał, gdyby nie Martyna. Moja ostatnia kochanka znalazła sobie najgorszy z możliwych momentów, by pojawić się w moim życiu. Jak się okazało, nie pogodziła się do końca z naszym rozstaniem i postanowiła wtajemniczyć we wszystko Gośkę. Mojej żonie tego było już za wiele. Pewnego dnia wróciłem z pracy i nie zastałem ani jej, ani Zuzi. Zniknęły też wszystkie ciuchy żony i ubranka dziecka – zrozumiałem, że to już koniec... Oczywiście, próbowałem walczyć. Szukałem ich po całej Polsce, wynająłem detektywów. A potem, na rozprawie rozwodowej, zapewniałem sąd, że bardzo kocham żonę, a najbardziej na świecie córkę, że nie potrafię bez niej żyć… ale sąd nie dał wiary moim zapewnieniom. Gośka bez problemu udowodniła, że uporczywie zdradzałem ją mimo naszego krótkiego stażu małżeńskiego. Sędzia przyznała jej wyłączną opiekę nad naszą córeczką. Ja nie mam prawa nawet jej widywać. Nie potrafię się z tym pogodzić. Dopiero teraz zrozumiałem, co jest dla mnie w życiu najważniejsze. Nie śpię po nocach, ciągle wyobrażam sobie, że Zuzia dorasta gdzieś bez ojca. Nie pokazałem jej pierwszych liści, nie usłyszałem pierwszych słów, nie zabrałem jej nigdy na spacer do Zoo, wraz z misiem i lalą, jak to sobie kiedyś wymarzyłem. Nigdy nie zobaczę już jej dołeczków w policzkach, które pojawiają się zawsze, gdy się śmieje. Cały świat mi się zawalił. Gdzie ja już nie byłem – w organizacjach praw ojców, w biurach różnych rzeczników, w sądzie… wszędzie tłumaczą mi tylko, że sam jestem sobie winien. Ale ja to wiem. Wiem, że popełniłem w życiu wiele błędów i szczerze za nie żałuję. Pogodziłem się już z tym, że straciłem żonę, ale nie pogodzę się z tym, że już nigdy nie zobaczę swojej ukochanej córeczki. Gośka podobno wyjechała z Zuzią za granicę. Nie wiem dokąd. Ukrywają się, chowają... Przed kim? Przede mną. Ale ja nie tracę nadziei. Nie umiem żyć bez swojego dziecka, przecież każdy zasługuje na drugą szansę. Moja żona korzystała z internetu, może dzięki temu dotrze do niej mój apel – błagam Cię, Gosiu, daj mi chociaż raz spojrzeć na Zuzię. Nie odbieraj nam siebie. Ona nie jest niczemu winna. Przecież potrzebuje ojca. Więcej listów do redakcji:„Adoptowaliśmy chłopca. Po 7 latach postanowiłam, że oddamy go z powrotem do domu dziecka”„Nie mieszkam z mężem, bo ciągle się kłócimy. Spotykamy się 2 razy w tygodniu i w weekendy”„Mąż miał na moim punkcie obsesję. Nie chciał się mną z nikim dzielić. To doprowadziło do tragedii”
napisał/a: EFENDI 2017-07-17 14:23 Witam Wszystkich :) Poniżej opiszę mój problem i proszę o dobre rady ponieważ ja jestem już głupi na to wszystko pomimo wieku 34 lata. Jestem też osobą o sporym doświadczeniu w pracy i zajmuję wysokie stanowiska w firmach ale w tym przypadku nie myślę.... Poznałem dziewczynę( ona 20 lat) w kościele na chórze i od razu mi się spodobała, od początku poznania nie mogłem spać i myślałem o niej cały czas. Krótko mówiąc zakochałem się i to było 2,5 roku temu. Jestem też od niej starszy i miałem więcej doświadczenia z kobietami ale uczucie traktuję bardzo poważnie a ten związek w szczególności. Ona na początku była niedostępna ale ja parłem w jej stronę jak lodołamacz ( niesamowita chemia). Na początku spotykaliśmy się od czasu do czasu i ona nie dała się dotknąć... potrzebowałem jej ciepła a jak siedziała obok mnie to myślałem że umrę z wrażenia.... Po pewnym czasie pozwoliła mi na to aby być bliżej niej jednak okazało się, że co jakiś czas ma różne humory, obraża się z byle powodu i przez 2 tygodnie się nie odzywa...; dla mnie ten brak kontaktu to były noce nieprzespane i nerwy niesamowite bo mi na niej bardzo zależało i zależy. Po kilku takich akcjach z jej strony zwątpiłem i stwierdziłem, że ona się mną bawi i nie traktuje mnie poważnie bo te sytuacje się cały czas powtarzały + krytykowała mnie za moją przeszłość ( miałem kilka kobiet itd ale nie było żadnego małżeństwa). W tym samym czasie kiedy była ta huśtawka napisał a do mnie na facebook jakaś dziewczyna, która chciała się spotkać i stwierdziłem , że czemu nie skoro mam taką sytuację i jest początek znajomości ( A nie byliśmy jeszcze parą oficjalnie) to myślę sobie spotkam się i zobaczę....okazało się, że to ona pisała i za chwilę zaatakowała mnie za to, że jestem fałszywy i w ogóle były przykre sytuacje....ja tłumaczyłem, że to początek znajomości i jest duża niestabilność i niepewność ale nic nie pomogło... ; myślę sobie , dobra ok!!!! ja będę w stosunku do niej w porządku ale ona też musi być ( w tym czasie też było tak, że jakieś 2 dziewczyny się mną interesowały i jej o tym powiedziałem) i byłem zdziwiony bo to był jakiś bodziec chyba dla niej i zostaliśmy parą…od tego momentu zaczęła się do mnie przytulać... to była magia !!!!! coś czego nie mogę opisać... cudowne uczucie , bliskość ciepło itd...... ona taka delikatna...kochana... niesamowita kobieta....myślę sobie Boże to takie dziewczyny są na tym Świecie??? No i tak się zaczęło. W trakcie naszej znajomości wypytywała mnie o moją przeszłość , wręcz wyciągała ode mnie to w końcu jej powiedziałem parę rzeczy ale nie wiedziałem wówczas , że ona to będzie wykorzystywać i wieczorami często mnie atakowała o tą przeszłość i zarzucała że kontynuuje te znajomości ale to nie była prawda, porzuciłem wszystkie znajomości, dla świętego spokoju nawet te koleżeńskie i to był błąd, bo kiedy Ona się obraziła na 2 tygodnie to zostawałem sam jak palec.... a ona w tym czasie Ona spotykała się ze swoimi znajomymi w tym kolegami o czy ja nie wiedziałem, jakieś wyjazdy nad wodę za miasto, jakieś wyjścia na dyskoteki nie mówiąc mi o tym. Zgadzała się też na wyjścia na studniówki, wesela z kolegami i informowała mnie o tym wtedy kiedy się już zgodziła pójść albo kilka godzin przed …ja jej mówiłem że tego nie toleruję i była kłótnia, obraza i znowu ciche dni… Ona mi sprawdzała cały czas telefon i chciała wiedzieć kto i co do mnie pisze , więc pewnego razu ja jej sprawdziłem telefon a tam zdjęcia jakiś facetów, nagrany wyjazd z jednym kolegą do SPA, nagrany wyjazd z innym kolegą nad wodę ….byłem w szoku…..zrobiłem awanturę i ona mówiła że to były nic nie znaczące wyjazdy jednodniowe z kolegami….. stwierdziłem, że nie może tak być dalej i że muszę mieć więcej znajomych dziewczyn szczególnie i zacząłem wznawiać kontakty i w tym czasie poznałem taką jedną dziewczynę i na jakiś czas odsunąłem się od mojej dziewczyny ale nie była to sytuacja zerwania czy coś takiego. W tym czasie ona cierpiała i tęskniła za mną ale sobie myślę muszę wytrzymać a nowo poznana dziewczyna to była znajomość tylko na stopie koleżeńskiej, jednak sam już nie mogłem wytrzymać po pewnym czasie , poradzić sobie z rozłąką z moją dziewczyną i za chwilę wpadliśmy sobie w ramiona… Wyglądało na to, że ja jej wybaczyłem wcześniejsze wybryki a ona mnie rozłąkę…. Przez jakiś czas było chwile spokoju ale zauważyłem, że po pewnym czasie moja dziewczyna ma zablokowany telefon i założony kod a chce mój Tel sprawdzać a sama nie powie co ona ma. Ciągle do niej przychodziły jakieś smsy czy wiadomości na Messenger ale albo chowała telefon albo zabierała ze sobą i ciągle się z tym kryła , będąc u mnie i przy mnie albo często zostawiała Tel w samochodzie albo w domu jak szła do mnie. Zorientowałem się też że znowu robi prowokację z pisze do mnie z innego numeru jako osoba obca która chce mnie poznać itd... ale też wydaje mi się, że ten numer był na potrzeby innych kontaktów… Sądziłem, że nasze relacje są wyjątkowe ponieważ zbliżyliśmy się też bardzo do siebie - także w sprawach intymnych … Zwracałem jej uwagę i pytałem z kim pisze i o czym ale ona nie chciała pokazać i zmiana tematu była. W międzyczasie też wykryłem u niej kilka kłamstw, że mówiła, że jest w domu a bawiła Się na dyskotece ( przy czym mówiłem jej wielokrotnie nigdzie ci nie bronię chodzić jeśli jest to w granicach rozsądku … tylko nie nie kłam i mów jak jest ale ona woli kłamać , albo mówiła że jest w domu i się uczy a poszła na Juwenalia. Stwierdziłem, że jeśli ona pisze nie wiadomo z kim i o czym i spotyka się tu i tam to ja też będę, to ja rozszerzam swoje znajomości , dałem sobie ładne zdjęcie na facbook i od razu zaczęły pisać do mnie dziewczyny i zawarły się nowe znajomości , ona to zobaczyła i zaczęła mnie oskarżać że jestem fałszywy że te jej znajomości to tylko zabawa a moje to poważne umawianie się itd… przy czym nie miała podstaw do tego bo z nikim się nie umawiałem ani nie spotykałem ( jestem jej wierny) tylko takie pisanie było na stopie koleżeńskiej. Obraziła się za to i powiedziała, że to koniec że nie ma sensu, że daje mi wolną rękę skoro szukam sobie kogoś, ja jej mówię, że robię dokładnie to co ona a nawet dużo mniej i że zrobiłem to specjalnie - chciałem jej pokazać , żeby postawiła się w mojej sytuacji jak to jest i jak ja się czuję jak ona tak postępuje …… Po kilku dniach trochę jej przeszło ale dalej twierdzi, że ja coś kombinuję a ona nie…. Są też bardzo dobre momenty w naszym związku, jest wspólna praca, trochę podróżujemy , jesteśmy dla siebie czuli i dobrzy i tak było ostatnio na wyjeździe …było naprawdę super a pomimo tych problemów to się dobrze rozumiemy . Dodatkowo jestem dla niej tym pierwszym , cenię to i jest to dla mnie bardzo ważne. Oboje się też motywujemy , ona ma coraz lepsze osiągnięcia ( kiedy miała słabe oceny a teraz świadectwa z paskiem); pomagam jej w nauce i daję jej naprawdę dużo wsparcia, dużo jej doradzam ale też dużo zapożyczam i biorę rady od niej. Są momenty wręcz bym powiedział niebiańskie ale jak coś się jej nie spodoba to wybucha ja wulkan…. Ostatnio było naprawdę fajnie między nami i już jej powiedziałem, że musimy odbudować wspólnie zaufanie i że już ani ona ani ja żebyśmy nie pisali z nikim – chodzi o takie przypadki gdzie ktoś coś chce – jakieś flirty itd…, bo to powoduje rozbicie, pogarszanie się naszych relacji, oszukiwanie się itd…. Mówię jej odkreślmy wszystko grubą kreską , realizujmy nasze wspólne cele…przecież się kochamy a to jest bardzo ważne nie ma co tracić czasu na rzeczy które mogą zrujnować nasz związek… Ona mnie często atakuje o różne rzeczy ale też są momenty, że mnie chwali, motywuje i mówi, że mam duże zasługi i możliwości itd…więc poza częstą krytyką, motywacja, pochwały i uznanie też występuje. Ona tez jest spontaniczna i delikatna w tych momentach jak nie szaleje i przytuli mnie i głaszcze itd… ja ją też i ta miłość wśród tylu problemów i niestabilności ma też sporo dobra.. Tak jak piszę powyżej nie tak dawno w naszych relacjach było super wręcz idealnie aż tu nagle grom z jasnego nieba (mało zawału nie dostałem) - ona kilka dni temu mi mówi, że idzie na wesele, że już się zgodziła i że nie powinienem być zazdrosny bo to tylko przysługa, kolega mało atrakcyjny …. To jest też mój znajomy tylko nie utrzymuję z nim kontaktu a on chyba nawet nie wie że jesteśmy razem bo mu nie powiedziała… naprawdę głupia sytuacja …dramat… ja się wstydzę tego, że ona tak postąpiła…jeszcze kiedyś na początku znajomości w podobnych sytuacjach, to machnąłem ręką, jakoś to przeszło ale teraz znowu powtórka ….. Myślałem , że umrę…. …ja tez miałem propozycje odnośnie wesela od znajomych i zawsze odmawiałem bo nie mógłbym się bawić z kimś innym niż moja najbliższa osoba, poza tym dla mnie to niedopuszczalne, wnętrze i sumienie mnie nie pozwalają na takie działania …..a tym bardziej jeszcze, że rozmawialiśmy o tym, że się pobierzemy itd…nawet niedawno byłam taka rozmowa., że będą dzieci itd ( a oboje kochamy dzieci) Dużo tego ale musiałem opisać wszystko. Czego oczekuje od Was? Oczekuję aby ktoś mi doradził i ocenił co mam robić i czy to co Ona robi jest normalne? Czy ta miłość w tym kształcie przetrwa i czy walczyć o nią ?? ( dodam, że Ona żyje w przeświadczeniu że to chłopak powinien się starać)…. Czekam na opinie, porady i z góry dziękuję :)
razu pewnego dziewczyne poznałem